23 kwietnia 2011


Wszystkim, którzy zaglądają w moje blogowe progi, życzę
wesołych świąt wielkanocnych, spokoju ducha, umiejętności dostrzegania piękna tego świata, oraz wiary w siebie i swoje możliwości.

6 kwietnia 2011

Szydełkowe firanki

Obiecałam Wam kiedyś pokazanie swoich szydełkowych firanek. I dziś zacznę co nieco. Największy problem mam z robieniem fot dla już zawieszonych. Wolę myć okna, niż podchodzić do niego ( okna znaczy) w różnych ustawieniach, wygibasach, na krzesło, z krzesła, z lampą, bez lampy, z lewej strony, z prawej. I dlatego w tym poście ujęć sporo, firanka jedna. Właściwie to są dwa długie pasy bawełny usztywnionej jakimś dodatkiem , ozdobione różnymi elementami szydełkowymi. Poczyniłam tę firankę 4 lata temu, ale zawsze lubię zmieniać zimową, kupowaną, na tę właśnie. Kolor ecru i sporo światła przepuszcza, a okno od zachodniej strony, więc ważny to atut.





U nas trawka dopiero łapie zieleń, widzicie?



Gdyby nie te praktyczne "cosie" z IKEI do zawijania firan, pewnie pomyślałabym o następnym elemencie szydełkowym, czyli chwoście.

Firankę mocuję do drążka karnisza za pomocą takich oto liści z kulkami,
które szpileczkami łączę z materiałem.



Mycie okien w połowie mam za sobą. Nie wiem jak Wy, ale ja najbardziej lubię to zajęcie właśnie wiosną. Mam jeszcze kilka firanek z kordonka . Przygotuję zdjęcia i postaram się tu zamieścić. Poszukam też schematów, aby był komplet i była możliwość inspiracji dla Was.

Na deser trochę sutaszu, z tym, że chcę mocno podkreślić. Autorką tej techniki na tym blogu jest MILENA. Ja tylko dostarczam jej tych błyszczących ceramicznych świecidełek, a ona szyje, szyje i szyje. Nazbierałam tyle miłych komentarzy niezasłużenie ( dziwne uczucie), ale córcia zadowolona, że jej prace podobają się. Tą drogą dziękuje Wam za uznanie.




Witam z serdecznością nowe obserwatorki, komentatorki, wpadające na krótko, jak i pojawiające się częściej. Z chęcią zaglądam w Wasze blogowe progi i zachwycam się nowościami.
Życzę udanego weekendu , pełnego słońca, tego wysoko i tego w sercu.

25 marca 2011

Sutasz na występach

Wiosna w rozkwicie, a u mnie na parapecie zakwitł grudnik. Jak nazwa wskazuje mój kwitnie w pażdzierniku i w marcu. A może nie taki mało mądry ten kwiat. Jutro znowu śnieg na mazurach.




Pisałam we wcześniejszym poście o sutaszowych zapędach mojego najstarszego dziecięcia, imieniem Milena. I jak obiecała, przywiozła mi wybrane wcześniej z pracowni elementy ceramiczne oprawione w kolorowe sznurki. Muszę przyznać, że duma mnie rozpiera. Dzisiaj pokazuję pierwsze biżuty, które nie należą już do próbnych.


W tych kolczykach główne ozdobniki to ceramiczne koliste elementy poszkliwione "błękitną stalą" , reszta to perły i szklane koraliki, no i oczywiście sznurki sutaszowe.



Ja najbardziej upodobałam sobie tę bransoletę, jest w spokojnych tonacjach i pasuje niemal do każdego stroju. Ten duży kaboszon to element z jasnej gliny poszkliwiony cracle transparentnym. Dalej są dwa dużo mniejsze, perły i szklane maleństwa .




Kolczyki z podobnym granatem (mieszanka szkliw) jak w poprzednich, ale zupełnie inna kolorystyka i styl. Takie typowo do pracy, na co dzień. Nie rzucają się w oczy.




Tutaj grają jako duet z bransoletą.



Serdecznie Wam dziękuję za odwiedziny i zostawianie miłych dla duszy słów. Staram się wpadać z "rewizytą" do Was, jak tylko czas mi pozwala, bo chęć mam zawsze. Tak dużo ciekawych rzeczy tworzycie, że działacie, że tak powiem narkotycznie. Powraca mi zapał do szydełka, drutów, nawet krzyżyki chodzą mi po głowie. A tyle glinianych pomysłów czeka na realizację.
A..... jeszcze coś. Wczoraj odgrzebałam z maminych czeluści ( taki składzik niby strych) kołowrotki. Okazało się że są dwa. Jeden ma ponad 100 lat . Oba wymagają trochę renowacji. Ale mi się oczy zaświeciły do przędzenia, czyt. do nauki przędzenia. Sama jestem ciekawa jak mi się udadzą pierwsze próby. Ale jak sobie przypomnę moje pierwsze spotkania z gliną, to jestem spokojna. Nie od razu Kraków zbudowano.

Z życzeniami miłych początków wiosny, do następnego:)))


10 marca 2011

Wiosennie o końcu zimy

Dziś chcę przedstawić wiosenne kolczyki ceramiczne, których forma lepiej sprawdza się w przypadku braku szali na szyi, czyli gdy pozwala im się swobodnie dyndać. Mają ok. 6 cm długości i cały element ozdobny jest sztywny, więc czynnik swobody jest dość istotny.

W przygotowaniu bardziej różnorodne projekty tych kolczyków.

Dredowe nastroje jeszcze królują w moim biżuteryjnym świecie, mimo tego, że zima w odwrocie. Szerokim gestem zapraszam wiosnę, co widać ( tak mi się wydaje ) na szkliwach i kolorach czesanki- naszyjnik z samego filcu poniżej.

Na koniec pragnę się pochwalić i ogromnie podziękować dla Moniś-ki , dziewczyny, którą bardzo cenię za pracowitość i pomysłowość. Dzięki tej przesyłce mogę podotykać jej słynne gnieciuchy ( to ten fioletowy kwiat ), a beżowy notesik jest tak słodki, że żal zacząć w nim robić zapiski. Moniko, dziękuję pięknie, buziaki !!!

Dziękuję Wam za zaglądanie do mnie, no i za te wszystkie miluchne słowa. Staram się odwiedzać Wasze blogowe progi, ale tyle tego jest, co chwilę odkrywam coś wspaniałego. Żegnam się z Wami, moje drogie,do następnego:)))

19 lutego 2011

Naszyjniki w kilku odsłonach

Zacznę od podziękowań za Wasze odwiedziny i zostawianie miłych słów. To takie promyki słońca w te pochmurne dni. W takie właśnie dni powstają ostatnio moje nowe "dzieciątka", tj. wisiory, do których dodaje tkaninę. Z tyłu jest gładki , identyczny wycinek koła w tym samym szkliwie . Na razie zdjęcia wisiorów z organzą, w zanadrzu wisiory i broszki z filcem.


Ten naszyjnik długo leżał w szufladzie, aż w końcu doczekał się srebrnej oprawy. Jak widać asymetria i w takiej formie. Nie wiem skąd takie jej umiłowanie, chyba od zawsze. Myślę, że dlatego również w życiu nie umiem chodzić na skróty, jestem z siebie zadowolona kiedy się narobię , szukam oryginałów, unikatów. Pewnie stąd też tak lubię cieszyć oczy Waszym rękodziełem , niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju.


Można trochę bawić się nim i zmieniać położenie tych ceramicznych kół, bo z drugiej strony mają takie same zestawy szkliw.

Na koniec trochę zimy w dredowym wydaniu. Takie tam gnioty, które nazywam jęzorami.



Lubię je lepić, bo można się wyżyć w gnieceniu i poszaleć w szkliwieniu.
Pora wziąć się za obiad. Zmykam, do nastepnego posta. Być może już wiosennego, chociaż suwalski biegun zimna jest głuchy na zaklinanie. Pozdrawiam ciepło!
Jeszcze raz dziękuję za komentarze.





7 lutego 2011

Odkurzone zdjęcia


W mojej pracowni powstało ostatnio trochę zimowych naszyjników w rozmiarze XL. Czekając na możliwość zrobienia lepszych zdjęć postanowiłam przejrzeć stare zasoby i tym sposobem przedstawiam odkurzone zimowe, może nie przeboje, ale ten wzór i kule na filcowej obroży, to moje podstawowe kolekcje zimowe.
W pokazanych dzisiaj naszyjnikach ceramikę ocieplam ( przy okazji odchudzam z wagi ) kulami filcowymi.


















Jak tylko nowe prace uda się uchwycić okiem obiektywu, pospieszę Wam pokazać.

A teraz chcę przekazać za moje pierwsze wyróżnienie gorące podziękowania dla Moniś-ki
dziewczyny niezwykle pracowitej, oddanej swojej pasji bez reszty.
I tak naprawdę nie jet mi łatwo wyróżnić 10 ulubionych blogów, bo wszystkie te którym kibicuję, to są właśnie osoby pokroju wspomnianej wyżej Moniki, czyli pomysłowe, pochłonięte pasją, pełne optymizmu, zapału,chęci pomocy.

Jutro wyjmuję z pieca wypał z elementami ceramicznymi, specjalnie uformowanymi na okoliczność sutaszowych pomysłów. Moja najstarsza pomocnica , po morderczej sesji, na zasłużonym odpoczynku, wzięła się za bary z tą wszechobecną techniką, i muszę przyznać, ma do tego talent. O efektach mam nadzieję w następnym poście.
Tymczasem dziękuję wszystkim odwiedzającym moje blogowe progi. Wdzięczna jestem Wam za napęd. Tak, tak, komentarze napędzają. Nie ma mowy o żadnym syndromie krótkiego dnia, przemęczeniu zimowym, chandrze bezsłonecznej i innym takim spowalniaczom. Dla mnie dzień jest za krótki, zarówno zimą, jak i latem. Być może to zasługa czegoś jeszcze, ale o tym innym razem. Pozdrawiam !